czwartek, 15 grudnia 2016

Było w tym coś mocno przekonywującego, jakby tym razem, nie ważne co się jeszcze wydarzy, naprawdę wszystko miało być dobrze. "Nie tym razem" - pomyślała i trzymała jego dłoń w swojej, czując to uparte ciepło pochodzące od drugiej osoby. Drugiej osoby a właściwie to pierwszej, bo częściej myślała o nim niż o sobie. Zamiast wejść do domu, usiedli na schodach przed blokiem. Wszędzie dookoła słychać było albo śmiech albo krzyk dzieci. Akurat na tym osiedlu proporcje mieszkańców mogłyby sugerować, że to właśnie dzieci w większości zaludniają planetę. Ale nie zastanawiali się teraz nad demografią, na pewno nie.
 - Mała, musimy porozmawiać - jego poważny ton przerwał jej rozmyślania na temat wyższości jego osoby nad własną. 
 - Jak ktoś mówi "musimy porozmawiać", to mam wrażenie jakby moja mama właśnie wróciła z wywiadówki, a wierz mi, nigdy nie miałam złych stopni, ale zawsze się bałam co powie - zaśmiała się nerwowo. 
 Odpowiedział jej uśmiech i cisza. Już nawet dziecięce krzyki gdzieś się zapodziały
 - No mów o co chodzi, przecież cię nie zjem - ponaglała, podpierając to delikatnym żartem. 
 - Och, Mała. Cieszę się, że jesteś - spokojnie odpowiedział.
 - Tylko to?
 - A co, dla Ciebie to za mało? - uniósł jej dłoń i delikatnie ucałował jej wnętrze. 
  To nie było za mało, ale gdzieś tam czuła, że chciał powiedzieć coś więcej, nie była tylko pewna co. 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

To zabawne jak dobrze się pisze, kiedy wewnątrz coś nie gra albo chociaż szumi. Jak jest zbyt smutno albo chociaż wzruszająco. Ewentualnie złość pomaga. Może trzeba przywlec sobie wielką miłość aby napisać coś WIELKIEGO. Albo po prostu nie potrafi się jednak pisać i może te fragmenty to tylko jakieś przebłyski większej świadomości. Ciekawe czy wystarczy wyobraźnia czy jednak lepszy jest bagaż doświadczeń. Przydałby się cały pakiet, ale coraz trudniej ostatnio zebrać wszystko, nawet składniki na zupę nie tak łatwo tu dostać. Na tą pomidorową co ma być jednak najlepsza. Bo ma być najlepsza, to na pewno.

Wiecie, znam dziewczynę. Może napiszę kiedyś o niej więcej, ile ma lat, jak ma na imię, gdzie pracuje. Jakby te informacje z metryczki mówiły cokolwiek o człowieku, ale nie wiedzieć czemu, to o nie dopytujemy w pierwszej kolejności. Następnym razem jak spotkam kogoś po raz pierwszy zapytam czy lubi deszcz, tak po prostu o deszcz zapytam. Mieć to będzie większe znaczenie niż data urodzenia. A właśnie! Ta dziewczyna, Ona też lubiła deszcz i było w tym coś znamiennego. Po prostu lubiła deszcz, bo stojąc i moknąc czuła się wolna. Wybierała to na przekór większości i zdziwionym spojrzeniom. Stała, mokła i była inna niż ci obok. Szła i uśmiechała się idąc. Może uciekała od pokazywania emocji, przyznawania się do słabości ale nigdy nie uciekała od deszczu.

Miała na sobie czerwoną sukienkę i czarne buty na niewielkim obcasie. Wracała do domu, to był ciepły wieczór po jeszcze cieplejszym dniu. Zapach słońca unosił się w powietrzu a na jej policzkach zauważyć można było delikatne rumieńce. Nie wracała sama. To dość rzadkie, ponieważ samej występowało u Niej zdecydowanie częściej niż razem. Często kiedy dwie osoby kroczą obok siebie ich stopy poruszają się równolegle. Teraz nie tylko stopy tworzyły harmonijny duet, ale również ich dłonie ciasno splątane, ich oczy spoglądające w te same miejsca, ich serca bijące jednym rytmem. On komentował otaczającą rzeczywistość: głośną i niezbyt atrakcyjną muzykę lokalnej knajpki, zaniedbane budynki po drugiej stronie ulicy, zabawne napisy na murach. Chociaż patrzyła tam, gdzie wskazywał trudno powiedzieć czy widziała coś więcej niż jego szaro-zielone oczy. Można by rzec, że przepadła bez reszty, choć tak dzielnie starała się nie dać tego po sobie poznać. Znała zasadę. Może sama ją wymyśliła, może wyczytała w "Cosmo" albo podsłuchała w damskiej toalecie, to bez znaczenia prawdę mówiąc. Zasad miała wiele, co nie było łatwe ani przyjemne, szczególnie kiedy nosiło się w sobie ogromną potrzebę swobody. Tym razem założyła sobie, że jeśli chodzi o związki przegrywa ten, kto kocha bardziej, dając przewagę tej drugiej stronie. A ona zaczynała kochać i przerażało ją to. To uczucie albo raczej ta potrzeba, by mieć go obok, ten niepokój wywołany przez jego choćby chwilową nieobecność, ten lęk trwający dotąd aż nie pojawił się, nie obudził, nie zadzwonił, nie napisał. Bała się być słaba, co w jej pokręconym świecie oznaczało po prostu kochać. Zwykła odchodzić od ludzi, zmieniać adres, krąg znajomych. Powtarzała sobie, że nie ma nic na zawsze tak jak i nigdy nie mów nigdy. Puściła jego dłoń, niby to przypadkiem, schylając się i przenosząc leniwie sunącego po ścieżce ślimaka. Odłożyła go na trawę jednocześnie uważnie go obserwując. Pomyślała o jego skorupce, twardej i bezpiecznej, jego domu, jego schronieniu. Pozazdrościła mu tego. Podniosła się powoli. Jeszcze raz spojrzała w te szaro - zielone oczy. Chwyciła jego dłoń i pomyślała: "nie tym razem".

niedziela, 11 grudnia 2016

na koniec pisze się listy, o.

Powinien być adresat i jest, choć nie odbierze swojego listu, a wielka to szkoda. Kilka słów, zupełnie szczerych, nie zaszkodziłoby nikomu. Nie zawsze słyszymy to, co chcemy, ale zwykle to, co słyszymy, pomaga (choć czasem nie natychmiast). 

A więc: 
Bycie tchórzem, nie czyni nikogo wyjątkowym. Kroczenie własną ścieżką jest dobre, o ile nie depta się innych po drodze, i nie myślę tu wyłącznie o ślimakach. Pewnie, fajnie być dobrym, ale zza monitora to żaden wyczyn. Prawdziwe życie jest po drugiej stronie. A życie to wiatr, to słońce, to deszcz, to inni ludzie, prawdziwi, z krwi i kości. Bycie szczerym nie jest łatwe, ale jest słuszne. A o uczuciach się rozmawia. I nie rzuca się słów na wiatr, bo słowa są cenne, piękne, mogą zmieniać świat, mogą zmieniać życie, mogą dawać radość, nadzieję, nieść spokój, więc jeśli tak ładnie operujesz literkami to zastanów się nad ich sensem zanim klikniesz enter albo nabierzesz powietrza, nie ważne. Zastanów się po prostu. Jeśli wpuszczasz kogoś do siebie, to zawsze, ale to zawsze tworzy się jakiś ciąg wydarzeń, jakaś reakcja i możesz napisać "ups, nie chciałem", ale to pozostaje bez znaczenia. Nie jesteś dzieckiem. Jesteś całkiem mądrą osobą, więc co gorsze, ty WIEDZIAŁEŚ. Może dostałeś cegłą w głowę - to bym zrozumiała, ale wiesz co? Nie rozumiem!!! Pytałam Cię, pytałam Cię o to wszystko! I żadne "jestem Ci przyjazny" nie pomaga. Jesteś kłamcą - tak, nazywajmy rzeczy po imieniu. Jesteś mi przyjazny, bo chcesz uspokoić swoje sumienie, nie moje. Nie byłeś błogosławieństwem, byłeś lekcją, wolałabym ją przewagarować, ale było za późno na wyjście z sali, ale teraz przynajmniej ODROBIŁAM PRACĘ DOMOWĄ. Och, odrobiłam. Napisałabym Ci, że karma powraca albo żebyś spieprzał, ale wiesz co? Ja w przeciwieństwie do Ciebie, niczego nie udawałam. Więc nie. Nie będę jak Ty. Będę mną. Wszystkiego dobrego. Udanych wakacji. Wesołych świąt. Bądź szczęśliwy. Uważaj na pasach. Cześć.



tom odell, magnetisted

oceans apart

oceans apart, secret nation


Łatwo jest wierzyć, że świat jest taki, jakim się go widzi. Można wtedy np. nie oglądać wiadomości i nie słuchać o kolejnym konflikcie gdzieś tam daleko albo coraz bliżej. Jakby go nie było. Można zakładać, że to, co wysyłamy innym zawsze powraca. A ludzie są po prostu dobrzy. Jak zupa pomidorowa. Moja polonistka zawsze krzyczała zza biurka : "dobra to jest zupa pomidorowa! Was stać na coś więcej". Zawsze się uśmiecham, gdy słyszę, że coś jest dobre. I myślę o tej zupie i myślę, że czasem ta pomidorowa, to może być nawet najlepsza. Więc te 10 lat później, nie zgadzam się z Panią od polskiego, ale dziękuję za rzeczy, których mnie nauczyła.  I ja wiem, biorę na siebie winę, jak mnie ten świat rozczarowuje. Albo nawet nie on, a stąpający po nim ludzie. Poboli, poboli i przestanie. Pewnie, kto by nie chciał żeby było łatwo, miło i przyjemnie. Zakładam, że zdecydowana większość. Ale może właśnie dlatego, dlatego, że nie zawsze jest łatwo, miło i przyjemnie... będzie warto? 




poniedziałek, 28 listopada 2016

when the sun hits

when the sun hits *

Zasypiać. Najlepiej razem. Wyraz bezgranicznego zaufania, pewność, że nie stanie się żadna krzywda gdy opadną zmęczone powieki. Bezpieczeństwo. Bo nic się nie zmieni, gdy je podniesie, On nadal tam będzie. Spokój. 


Pociąg się spóźniał, więc czekał u siebie na wiadomość od niej. Nie do końca przekonany, czy się pojawi. Napisał: "wszystko dobrze i mogę być spokojny?" Tak, możesz. Niewiele spała tej nocy, jakieś dwie godziny i chwilę w pociągu. Dopiero stojąc na peronie, siedząc w pociągu poczuła się przerażona. Do tej pory niewiele myślała o tej chwili, inaczej pewnie zmieniłaby zdanie. Jedzie właśnie spotkać się z "obcym" facetem. Nawet nie chodzi o ilość danych zgromadzonych na jego temat, bo przecież go znała. Znała Go a on znał Ją i chyba to było takie przerażające. Lubiła tego chłopaka, lubiła go bardzo i jak każdej dziewczynie przychodziło jej do głowy, że go rozczaruje, że nie jest dostatecznie ładna, mądra, zabawna, zgrabna. Że jest zbyt złośliwa, rozgadana, głośna. Że jej "s" za bardzo świszczy i on to dostrzeże i ucieknie. Ona przecież kiedyś uciekła przez stopy. 


Wykonała szybki telefon do przyjaciółki, ale nie do końca złagodził jej nerwy. Czekać musiała sama. Kiedyś trzeba zacząć żyć.


Przyszedł. I po prostu ją przytulił, dając całusa w policzek. Przecież się znali. I zaczął się potok słów z jej strony, tak bardzo chciała tymi słowami wszystko przykryć. Pierwszy wstyd, delikatne zmieszanie. Chciała być silna, niezależna, chciała go nie potrzebować. Mówiła i mówiła, a zaraz przypominała sobie, że powinna mówić mniej. I pauzowała. Ale cokolwiek wychodziło z jej ust, siedziało jej w głowie - on wiedział. 

Szedł obok, słuchał, uśmiechał się. Wiał wiatr, więc jej włosy fruwały na wszystkie strony. On nadal szedł obok, może tego nie dostrzegał. Może nie widział rozwianych włosów, ale wiedział jak jej nie łatwo tu być. Zatrzymał się na szarym chodniku. 

 - Maleńka, odetchnij. Cieszę się, że jesteś, wiesz?

Uśmiechnęła się, cóż innego przyszłoby po tych słowach. Ale to był jeden z tych uśmiechów, co rozświetlają wnętrze. Bo ludziom szczęśliwym błyszczą oczy i to widać. Wtedy nie chodzi o uniesione do góry kąciki ust, ale właśnie o oczy, które się śmieją.

 - Lubię gdy się uśmiechasz. Jestem tu i nie przejmuj się tak, jest dobrze. Chyba jesteś zmęczona? Mamy trochę czasu, to się prześpisz. I nie ma, że nie. 

I zasnęła w jego pościeli. Spała godzinę, może dwie. Pozwoliła sobie poczuć się bezpiecznie, pozbyć wstydu, odpocząć. On gdzieś obok pisał coś na komputerze. Czasem otwierała oczy, jeszcze śpiąc i gdyby wyciągnęła rękę mogłaby go dotknąć... On był szybszy. Był. 

(gdyby zapytać ją o jej marzenie, o rzecz, na którą trzeba zasłużyć, zdobyć, dotrzeć do niej, odpowiedziałaby: chciałabym się gdzieś kiedyś poczuć bezpiecznie. Jak ten Gucio co w osobie żony znalazł wiernego alianta, że się chociaż raz przejmować nie musi, że mając ją - nie zginie. Ona podobnie jak ten Gucio właśnie, chciała tak bardzo gdzieś - "Żeby się w życiu raz na zawsze poczuć bezpiecznie, żeby się znaleźć w punkcie, który już nie wymaga podjęcia żadnego ryzyka, żeby sobie znaleźć schron przed światem, a zwłaszcza przed sobą samym."**)


* Kiedy już otworzyła oczy - on nadal tam był, położył się obok, podał jej jedną słuchawkę przyczepioną do telefonu i przez chwilę oboje byli muzyką. 


** Gnój, Kuczok



niedziela, 27 listopada 2016

never have enough

Żadne fotografie, choć bywają pomoce... Żadne słowa, choć bywają całkiem dobrze dopasowane... Ani zapach, ani daty w kalendarzu, nic. Nic nie odda tych chwil, momentów - kluczy.

Jak mam napisać, że ten mały chłopiec z uśmiechem na ustach wykrzykuje "Pepi, Pepi", że zasypia obok tak ufnie, że jak nie rozumiem - to pokazuje jak dmuchać na obite czółko, że jest... 


Szkoda, że nie widzicie jak się uśmiecha - ja oglądam go cały czas, cały czas mam go w sobie, gdziekolwiek idę - zabieram go ze sobą, gdziekolwiek jestem - on jest ze mną.

Wy jesteście ze mną.

Czasem potrzeba czasu, czasem chwili na łzy, może dystansu. Czasem potrzeba butelki wina, czasem wystarczy spotkać przyjaciół. Albo trzeba wszystkiego. Bo nie ważne co będzie dalej, ważne jest to, co w nas. Dziękuję. 


never have enough

niedziela, 13 listopada 2016

w październiku, a już listopad


Spokój przychodzi z czasem. Pijąc ciepłą herbatę z mlekiem (szaleństwo, nie? jak to może dobrze smakować - ale smakuje) delikatnie się uśmiecha. Kilka godzin wędrówki po miasteczku, które zbudowano - mogłaby przysiąc - z samego kamienia, działa oczyszczająco. To był ciepły dzień, ze słońcem świecącym po oczach - więc wzięła okulary. Ze świeżym powietrzem po deszczowej nocy. To już połowa listopada. A wydaje się to niemożliwe. Czas mija. Czasem jeszcze chwyta za telefon, zdziwiona, że nie ma żadnej wiadomości. Może to lepiej, ale do głowy nie przychodzi jej, jak można się zbliżać do ludzi, zaprzyjaźniać, otwierać, UFAĆ, a potem to wszystko okazuje się niczym. Pojawia się w głowie cała masa myśli, jeszcze więcej uczuć. Czasem łatwo jest wziąć kogoś za kogoś innego, po prostu. Uczymy się przez całe życie. 



"W październiku było znowu jak dawniej. Tylko Jego nie było. To znaczy był, tylko nie mógł przyjść. Tak sobie to ustaliłam. Ustaliłam sobie, że po prostu On nie może być ze mną. Ale w ogóle jest. Zdarza się, że zapominam o tym i czasami go wypatruję."
Janusz L. Wiśniewski, "Samotność w sieci"

sobota, 12 listopada 2016

when words fail, music speaks.

Low Budget Slow Motion Soundtrack Song for the Leaving Scene


Skondensowane słowa, jakby wyrwane wprost ze mnie. Uwielbiam to uczucie, pozostających we mnie drobinek. Jeśli ktoś nie wierzy w magię to naprawdę, po prostu nigdy nie miał słuchawek w uszach, nie leżał na świeżej trawie, nie patrzył w niebo, nie czuł.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Ona spaceruje.


     Spacerując po parku, obserwując spadające z drzew pożółkłe liście nie sposób myśleć o czymś innym niż koniec. Nawet przyroda czuje się zmęczona. Ona też czuła się zmęczona. Chociaż widok, który miała przed sobą wypełniał ją nieopisanym wzruszeniem: promienie słońca przedzierające się przez gałęzie, szum wiatru połączony z opadaniem szeleszczących liści, wściekła jeszcze zieleń trawy, która zaraz również zacznie szarzeć, rześkie, mroźne powietrze - niewypowiedziane piękno przyrody. Tak piękne, że aż bolesne. Trudno to wyjaśnić. Chociaż to tylko park, tylko spadające liście. 
      Stała patrząc i czując przemijanie. 


środa, 2 listopada 2016

Ona, 3.

     Te stopy to żadna wielka afera. Po prostu gdzieś czepiła się myśli, że w świecie przy monitorze wykreować można wszystko, a najmniej prawdę. Że bezpieczniej to jednak przy jednym stoliku usiąść , porozmawiać, że takie spotkania to się dzieją, a inne niekoniecznie.
- Masz rację – napisała.
- Mówiłem ci Maleńka, że zawsze ją mam (: Ty nic się nie martw, zaufaj mi.
  Napijesz się ze mną herbaty?
I gdzieś tam w swojej kuchni, której nigdy nie widziała, zaparzył herbatę z cytryną i odrobiną miodu dla siebie. Jej ulubioną. Chwyciła swój kubek i czas płynął dalej, ich czas.

    Umówili się na ósmą rano w sobotę. Nigdy nie lubiła rano wstawać, rano śpi się najprzyjemniej. Budzik dzwonił, otworzyła oczy, ale po prostu... chciała tylko spać. To tylko internet. Z kubkiem kawy pojawiła się dwie godziny później.
- Czekałem na ciebie. Byliśmy umówieni. Czy gdybym czekał na ciebie w kawiarni za rogiem też byś nie przyszła? Mogłem iść pobiegać, mogłem spać – jak Ty, mogłem wiele innych rzeczy, ale wybrałem ciebie. W sobotni poranek wybrałem ciebie, a ty nadal tego nie rozumiesz...
- Nie wiem czy jest sens, żebym się tutaj pojawiał, skoro dla ciebie to 'tylko internet'. Mam swoje sprawy do załatwienia, wszystko odkładam na potem, by mieć czas tu z tobą posiedzieć. Może będę dostępny wieczorem, nie wiem. 
- Czemu ty tego nie widzisz?

     Strach nie pozwalał otworzyć jej oczu. Przypadkiem mogłoby się okazać, że skrupulatnie budowana skorupa ma jakieś słabsze punty. Strach, który tak pieczołowicie pielęgnowała w sobie. Początkowo - on to było tylko towarzystwo na deszczowe i wietrzne wieczory w obcym miejscu. Ale naprawdę miał rację, bo te 2 tysiące kilometrów nie oznaczały, że tych wieczorów nie spędzają razem. Co noc kładł ją spać, przeganiał złe sny, czuwał, gdy nie mogła zasnąć. Był. 
      Łatwo się przywiązać, gdy ktoś jest. 

***


wtorek, 1 listopada 2016

Ona, 2.


      - Przecież ty mi się zdarzyłaś, dlaczego ty ten świat odbierasz inaczej? - wystukał na klawiaturze w odległym miejscu, odległym jej. - Czasem cię nie rozumiem. Spędzasz ze mną każdy wieczór, a mówisz, że to się nie dzieje. To jest prawdziwe spotkanie, chcę żebyś traktowała mnie jak prawdziwą osobę, nawet jeśli dzielą nas kilometry, jestem obok, czuję cię.      
      Czasem nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Kiedy rozmowa odbywa się w cztery oczy, ramię przy ramieniu zawsze można jakoś tak płynnie przemilczeć temat, zainteresować się widokiem za oknem albo piosenką, która akurat leci w radio. Co innego, gdy okienko wiadomości pozostaje puste, należy je jakoś wypełnić, uzupełnić. Jednak zastanawiając się na jego słowami po razy kolejny zmuszona była przyznać mu rację. Spędzają razem każdy wieczór. Właściwie, cały dzień jest wieczorem, na który czeka się z niecierpliwością. Wieczory, noce, pierwsze godziny nad ranem – ich czas. Spotkali się. Oni się spotkali.               
    Na sytuację takie jak ta miała przygotowane mnóstwo argumentów. Znajomości zapoczątkowane przez internet zbudzały w niej niechęć. Wierzyła w niemożliwe, jakby inaczej (ale taka już była). Znała pary, które w ten sposób zapoczątkowały wielką miłość, ale dla niej zawsze to było zbyt czasochłonne. Ze śmiechem opowiadała historię chłopaka, którego poznała lata tamu, gdzieś u koleżanki. Przegadali razem całą noc, motyle w brzuchu, iskierki w oczach. Następnego dnia rodzice zabrali ją na wakacje. Pisała, dzwonił, wszystko było idealnie. Aż do momentu powtórnego spotkania, kiedy to okazało się, że wybranek stawia stopy tak do wewnątrz. I kiedy idą razem to ona widzi tylko te stopy, stawiane do wewnątrz, trochę jak u kaczki. Nigdy nie była małostkowa, nawet nie zastanawiała się nad żadnymi stopami, a tu jednak okazało się, że to dość istotna kwestia. Dla bezpieczeństwa postanowiła, że już zawsze będzie sprawdzać sposób stawiania stóp. I wszystko inne czego ubrać się nie da w przemyślanie dobrane wyrazy: zapach, ton głosu (niemodyfikowany elektronicznie), sposób trzymania kubka z kawą, miękkość skóry. Nie wszystko widać na zdjęciach, nie wszystko można powiedzieć. Dlatego odkąd stopy zakończyły wielką miłość postanowiła, że te drobne niuanse dla pewności zawsze zweryfikuje na początku znajomości. Oszczędzając czas i może przy okazji czyjeś serce.     


          I nie sprawdziła jak stawia stopy. 

***
(muzyka jest całością)
long days


niedziela, 30 października 2016

Ona, 1.

     Padał deszcz. Pachniało mokrą trawą i świeżością. Siedziała na ławce nie mogąc się zdecydować, czy w ogóle wracać do miejsca, które teraz, chwilowo, nazywa domem. Dom. Jedno z pierwszych słów, które dzieci poznają w szkole. "Ala ma kota", "To jest dom." A obok rysunek: dom, mały budynek, okno, drzwi, czerwona dachówka (to nie jest odpowiednia i prawidłowa ilustracja domu. Ale ta właściwa, no cóż, bywa nieuchwytna, nie wszystkim znana i jest zdecydowanie droższa niż dom z cegły). A ona siedziała delektując się ciepłymi kroplami na swojej skórze, dziś nie specjalnie zastanawiając się nad tym, gdzie ten jej dom się znajduje, albo czy w ogóle. 
    Deszcz, to jedna z jej małych przyjemności. Małe rzeczy, małe radości. Szkoda, że nie możecie spojrzeć w jej oczy, kiedy ktoś jej mówi: weź parasol, bo zmokniesz. W świecie pozorów i życia on - line pewne zachowania uznawane są za śmieszne. O, jak to gdy biega boso po piasku na placu zabaw, czy trawie, albo gdy na śniegu tworzy swoje orzełki. Małe rzeczy, małe radości. "Wracaj do domu, bo się przeziębisz", "zmokniesz!". A ona chciała być mokra, chciała czuć to całą sobą, wszystkimi zmysłami, chciała być deszczem. Bo jeśli robić coś, to tylko dobrze, angażując się bez reszty, ufając - bo przecież to jest dobre, a dobro nie może nas zranić - inaczej nie chciała, nie umiała (biedna dziewczyna). Więc była wtedy deszczem, z przymkniętymi powiekami, ubraniem przyklejonym do skóry, delikatnym uśmiechem na ustach - czasem to wystarcza, by czuć szczęście (tak, małe rzeczy). 
     - Spędziłam dziś kilka godzin siedząc w deszczu, jestem cała mokra - powiedziała do słuchawki telefonu. 
- Gdybym tylko mógł... Przesuwam dłonią po twoich mokrych włosach, zamykam oczy i oddycham deszczem, oddycham tobą. Ale nie martw się Maleńka, posiedzę tak kiedyś z tobą, na ławce w deszczu. 

Zamknij oczy i posłuchaj. Dziś jesteś deszczem. 

czwartek, 27 października 2016

odpowiadam




Ola, Paweł, Justyna, Denis, Natalia, Artur Adriana, Justyna, Gosia, Adam Ania, Marceli Kasia, Tymon Ania,Wojtek Magda, Marek,Agnieszka, Krzysiek, Magda, Anka, Zuzka, Janka, Rysiek, Paulina, Dorota, Ula, Kasia, Marek, Natalia, Artur, Natalia, Adrian, Weronika, Magda, Agnieszka, Natalia, Paweł, Marcin, ABC,  Santino, Kiki, Kosma, Ania, Hellson, Kuba, Nixon. Hania, Adaś, Mania, Maks, Basia, Elenka, Ula, Marysia, Amelka, Julia, Kacper, Olek, Julek, Tymon, Łucja, Laura, Zosia, PACZKA, Alto, Nysa, Wrocław, Bystrzyca, Kłodzko, Poznań, Piotrkowska w Łodzi, Warszawa, góry, książki, muzyka, niebo i deszcz, sukienki i odkryte nogi, kolorowe paznokcie, rude włosy, kawa w K2, pierwszy, wspólny sylwester, 

Jaś H., pierwsze "moje" dziecko.

to jest moja odpowiedź na ostatnie pytanie.

wtorek, 25 października 2016

ten czas

"Zastanawiam się, co powinienem zrobić. Chociaż to niezbyt skomplikowane. Rzecz zawsze sprowadza się do dwóch możliwości. Zacząć żyć lub zacząć umierać." Stephen King

Zacząć żyć lub zacząć umierać. Często pytałam siebie. To bardzo dobre pytanie, adekwatne do wielu sytuacji. Kiedy wszystko się wydaje stracone, kiedy krocząc ciemnym tunelem nie widać końca, nie widać światła, kiedy kładąc się do łóżka nie przychodzi sen, kiedy rano podnosisz się już tylko z przyzwyczajenia, kiedy myślisz, że pech, który chodzi za Tobą, nigdy się nie skończy, kiedy uważasz, że nic więcej dobrego już Cię nie spotka, że nie masz nic, że jak nie on - to koniec, że więcej nie wytrzymasz. Tylko jedno pytanie: zacząć żyć lub zacząć umierać.


Zacząć żyć lub zacząć umierać. 


this time tomorrow


środa, 19 października 2016

we mnie.

"You will never be completely at home again, because part of your heart always will be elsewhere. That is the price you pay for the richness of loving and knowing people in more than one place.”
― Miriam Adeney

Jestem miękka, rozkruszona. Nie wiem, czemu nie można zatrzymać chwil, że wszystko pędzi i mija. Dzieci rosną, Czasem boję się, czy mnie poznają. Pęka mi serce gdy myślę, że omijają mnie te wszystkie spacery, przyjęcia urodzinowe, nocne czytanie bajek. Umyka mi życie w tak wielu miejscach, w których chciałabym być. Miejscach, gdzie zostali moi przyjaciele. 

Że nie wrócę tam. A nawet wracając to czas,  który teraz właśnie się dzieje...wypala dziury, dziury niewypełnione wspomnieniami, śmiechem, obecnością. I tak mnie ściska w środku.

Tylu Was we mnie.

sobota, 15 października 2016

nocą, taką jak ta


Muzyka mnie otula. To jest niewypowiedziane piękne. Przynajmniej ona mi została. Na noce takie jak ta. I inne też. I na poranki, na spacery, na składanie prania. Dźwięki. Melodia. Słowa. Drobinki. 

Ona mówi za mnie. Jeśli jakkolwiek można ubrać w słowa, to co pozostaje i pozostać powinno nienazwane. 


środa, 12 października 2016

Siedzę na parapecie wielkiego okna, w zdecydowanie za dużym swetrze. Kolorowe skarpetki zdobią mi stopy. Popijam ciepłą herbatę z miodem i cytryną, Obserwuję gwiazdy. Słucham muzyki, która sprawia, że czuję się bardziej. Siedzę na poduszkach, które sama wybrałam: szare i turkusowe. A Ty przytulasz mnie mocno i wszystko jest w porządku. 

Albo nic nie jest w porządku, bo nie ma okna, poduszek, Ciebie, nawet herbaty nie ma...
Nic nie ma i odbieram to jako niesprawiedliwość losu. Ale nauczona doświadczeniem - akceptuję to, co jest. 


Och, i gryzę się w język, bo przecież mam dach nad głową, drobne w kieszeni, bilet do przyjaciół kupiony, zdrowie i otwartą głowę. Ale chciałabym - cóż poradzę - siedzieć w ten jesienny wieczór przy tym wielkim oknie - nie sama. 

wtorek, 11 października 2016

Czyny, nie słowa. Zaufanie.

Moja Przyjaciółka zawsze powtarza: nie słowa a czyny świadczą o człowieku.


Zanim jednak nastąpi czyn, pojawiają się słowa go poprzedzające. I chodzi o zaufanie. Zawierzasz komuś, gdy mówi "będę przy Tobie". Albo "dopóki śmierć nas nie rozdzieli". Jest ta przysięga i długie, długie lata, w trakcie których każdego dnia udowadniasz drugiej osobie, że "dopóki śmierć nas nie rozdzieli". Najpierw są słowa, które obdarzasz zaufaniem. I pozwalasz komuś, aby zamienił je w czyn. Nie widzę innej drogi.

Możesz na mnie liczyć. Będę przy Tobie. Nie zawiodę Cię. Jestem Twoim przyjacielem. Zawsze Ci pomogę. Jesteś bezpieczna. Kupimy Ci bilet i sprowadzę Cię do mnie. Zmienię dla Ciebie swoje życie. Zrobimy tak, żeby było dobrze. Za 20 lat nic się nie zmieni. Mamy siebie.

ZAUFANIE. Potem słowa stają się czymś więcej.

'5... 4.... 3... 2.... 1...'

poniedziałek, 10 października 2016

Pożegnanie.

Pociąg zwalnia. Stoją w pustym przedziale gotowi, by za chwilę po prostu wysiąść. Jest gorąco. Ona uśmiecha się mocno, aż boli ją twarz od tego uśmiechu. Milczą. Dziewczyna próbuje powstrzymać łzy. I uśmiecha się jeszcze mocniej. On przerywa ciszę, wypowiadając tylko jedno słowo "Bardzo". (To takie ich słowo, ich mała tajemnica. Uparli się kiedyś na to, że nie należy mówić wszystkiego, bo przecież są sprawy, których wypowiedzieć się nie da. Wiedzą to oboje. On to czuje. I Ona również. On zna Jej myśli. Ona rozumie Jego. Są Bardzo).

Ona wsiada z pociągu, On wychodzi za Nią, stawia jej walizkę na peronie, patrzy jej w oczy. Uśmiecha się ale przez zmęczenie w tym uśmiechu przebija się smutek. Ona też się uśmiecha ale nerwowo zerka w stronę pociągu, On musi do niego wrócić. Jedzie dalej. Ale to nie szkodzi, żyją w niesamowitych czasach, kiedy ludzie nawet będąc daleko mają siebie jakby trochę bliżej. I przecież jest Bardzo. I niedługo coś wymyślą i może po prostu kupią bilet, gdzieś, nie ważne gdzie. Będzie dobrze, bo takie rzeczy się nie zdarzają a Im się zdarzyło. Więc będzie dobrze. I nagle Ona mówi "no to cześć". I oboje zaczynają się śmiać.  On się śmieje, bo to przecież pożegnanie! A tu takie banalne "cześć". Ona się śmieje, bo myśli dokładnie to samo, ale niedługo się zobaczą. To jest początek. To jest zapowiedź czegoś więcej, czegoś Bardzo. Tak czuje, tak myśli. Tak mu zaufała.

A jednak to było prawdziwe pożegnanie.



czwartek, 6 października 2016

list

Żałuję.

To takie niedopisania uczucie. Gdy dotarła do mnie "dorosłość". Gdy zobaczyłam więcej, więcej zrozumiałam. Wyrosłam z roszczeniowej postawy nastolatki, przestałam słuchać mamy, patrzeć jej oczami na świat. Zaczęłam doceniać to, co nigdy nie zostało powiedziane.

Tato,
wierzę, że wiesz, że sobie radzę. Może nie mam tego, co powszechnie uznane za konieczne i szczęśliwe, ale wiedziałeś, że jestem inna, zawsze to wiedziałeś. Za mało pamiętam. Za mało zrobiłam, by pamiętać więcej. Tylko kilka momentów, parę zdań.To jak wychodzisz zza zakrętu, gdy idziesz do babci, jak naprawiasz silnik, jak zasypiasz na kanapie, ze zmęczenia. Czy to było już TO zmęczenie, które przeoczyliśmy? Byłeś dobrym człowiekiem. Zabrakło Ci odwagi - czyżbyś też nosił skorupę? Wydaje mi się, że tak. Jestem do Ciebie podobna - zauważyłeś? Lubię być do Ciebie podobna. Pierwszy dyplom, który zdobyłam - jechałam tramwajem i płakałam, wiedziałam, że to tylko dzięki Twojej ciężkiej pracy miałam taką szansę. Dzisiaj, kiedy obserwuję ludzi, którzy nocami pracują a rano wstają do swoich dzieci, którzy oddają wszystko co mają, godzą się na mniej, bo ten mały człowiek potrzebuje więcej: CHCE MI SIĘ RYCZEĆ, bo zabrakło mi czasu, żeby Ci podziękować, bo Ty też robiłeś to dla mnie. Żałuję, że nie zrozumiałam tego wcześniej. Nie doceniałam. Wtedy, gdy myślałam, że to jest oczywiste i widziałam tylko to, czego nie ma, zamiast to, co jest. Mieliśmy lepsze i gorsze czasy, a ja byłam tylko dzieckiem, chociaż dziś mi wstyd. Powinnam być BARDZIEJ.
Chciałabym, żebyś był ze mnie dumny wiedząc, że żyję teraz tak jak chcę, tzn.zaraz dowiem się czym jest to 'chcę'. Ale nie martw się: dorosłam, naprawdę dorosłam.

play

środa, 5 października 2016

proszę.

please, take this heart away


Mała dziewczynka tupie nogami. Głośno krzyczy. Z nadmiaru złości rozrzuca sałatę na podłodze. Krzyczy jeszcze głośniej, kiedy tata karze jej posprzątać. A najmocniej, kiedy okazuje się, że już tej sałaty nie zje, bo jest brudna i ma wylądować w koszu. A potem jeszcze jeden napad furii, kiedy ma przeprosić, za swoje zachowanie. Takie jej przepraszanie, ledwo wyszeptane, no tak trwa gdzieś z godzinę. Zanim padną słowa. Nie chcą jej przejść przez gardło.
Znałam też takie przypadki, gdzie "przepraszam" wygłaszano jeszcze w trakcie okładania kolegi łopatką. Jakby "przepraszam" załatwiło wszystko. Jakby ból zadany drugiej osobie znikał. Albo jakby możliwe było uniknięcie ewentualnych konsekwencji.
Przepraszam. Szczere, wypowiedziane z trudem, wyszeptane ze wstydem, wykrzyczane bez zastanowienia, nawet poparte odpowiednim zachowaniem - czy zmienia cokolwiek?
To jedynie taka furtka dla tego, kto je wypowiada. Zwolnienie z odpowiedzialności: "hej, przeprosiłem, odczep się ode mnie". A przecież się STAŁO. Sałata rozrzucona, łopatka złamana, głowa boli. Jedno słowo tego nie zmieni. Może lżej się patrzy na kogoś, kto chociaż przeprosił, bo teoretycznie wie, że nie zachował się odpowiednio, ale co z tego. Skoro zranił.

Czasem, jak ktoś kogoś zrani, to pamięć o tym pozostaje na długo. Jak i to uczucie zranienia.
Tak, please take this heart away.

poniedziałek, 3 października 2016

be.lie.ve



Pozornie zwykły dzień. Budzisz się rano, toaleta, prysznic, dobra kawa. Co z tego, że jest poniedziałek. Poniedziałek ma to do siebie, że zaczyna się to, co musi. Większość narzeka na poniedziałki, obowiązki, koniec weekendu. Ale poniedziałek to też ta pewność, że zajęte będą i ręce i głowa. Nic się nie wkradnie niepostrzeżenie, bo te wolne chwile to da się zaczytać, zagadać, zasłuchać. Zwykle to wystarcza. Ale nie zawsze.

Nie zawsze. Nawet czasem poniedziałki mają te 'kruche' momenty. Takie, co to wszystko powraca. Jak dobre, ostre fotografie. Jak kilkuminutowe filmiki. Naciskasz stop, uparcie, mocno, kilkakrotnie, ale to zepsuty przycisk. Jak wszystkie. Tylko 'play' obowiązuje w tej grze. Nie ma odwrotu, nie ma pauzy, przyśpieszenia ani powtórki. Zostają tylko konsekwencje wyborów, naiwnych decyzji, bezmyślności ale też odwagi czy wytrwałości. Jednak, nie wiedzieć czemu, nocą nie ma radości z sukcesów a wręcz przeciwnie, w najdrobniejszych szczegółach można rozeznać się w porażkach. Rosną, mnożą się, nabierają mocy. Ale nawet nie to. Jest takie wspomnienie. Uczucie. Kiedy przez jedną chwilę, może trochę więcej, wszystko było na właściwym miejscu. O, tak.

I chcesz to pamiętać. I nie chcesz tego pamiętać. Nie chcesz. Nie chcesz. Nie chcesz!
A pamiętasz. 


Pocieszające jest, więc nie zapomnij, że :
"Nic dwa razy się nie zdarza, 

i nie zdarzy" *

Czy to nie zabawne, że w słowie "believe" ukryte jest KŁAMSTWO?

*Wisława Szymborska

piątek, 30 września 2016

like a funeral / spokojnie, to tylko piosenka

Posłuchaj. Od tego zaczniemy.
Chociaż wszystko wskazuje na to, że nic nie zaczynamy a kończymy.

Napisano zbyt wiele pięknych rzeczy. Skomponowano za wiele utworów, które zawierają w sobie wszystko. Czy cokolwiek co powiem, może jeszcze mówić za mnie, skoro tyle już zostało powiedziane. Czy jakiekolwiek zdanie ma szanse się wyróżniać w gronie tych naprawdę wartościowych. Ale to uspokaja, to wystarczy.

Czujesz jak spadają z drzew pożółkłe liście? Czy wiesz jak pachnie deszcz? Czy znasz to uczucie, kiedy tak misternie tkana pajęcza sieć oplata Twoje palce? Czy patrząc w niebo widzisz jego błękit i tak wyraźną biel chmur?

Ja mam to wszystko. Drobinki.


piątek, 23 września 2016

me before you / zanim się pojawiłeś

"Najważniejsze jest znaleźć kogoś kto dotknie twojej duszy, nie dotykając nawet jeszcze twojego ciała. Przyspieszy bicie serca, nie przyspieszając biegu zdarzeń, Poruszy twój świat, jednocześnie pozwalając pozostać ci w takim miejscu, w którym chcesz być. I nawet będąc daleko, będzie znacznie bliżej ciebie, niż wszyscy ludzie znajdujący się dookoła."
Moja dusza pachnie Tobą - Aleksandra Steć

Najważniejsze?

Ona nie była jak inne. O co byś jej nie poprosił, zawsze była gotowa do działania, chętna pomóc. Mało spała. Jadła w pośpiechu. Rzadko chodziła do kina. W piątkowy wieczór pilnowała dzieci przyjaciół, wierząc, że dobre rzeczy kiedyś tam jej się zwrócą. Działała bezinteresownie. Otoczona gronem znajomych, lubiła spędzać czas sama. Rzadko to robiła. Inni byli ważniejsi. Wiedziała, że walczą w niej dwie siły. Nigdy nie wiedziała, która wygra.

Jego poznała dwa razy. W pierwszym przypadku zostawiła bez słowa. A potem on ją znalazł i nazwał to przeznaczeniem. Tu zaczyna się bajka, w której ona przez chwilę grała główną rolę. Tak, on zdecydowanie dotykał jej duszy, odkrywając w niej nieznane obszary a ona tylko otwierała oczy ze zdumienia. Widzieliście kiedyś zakochaną dziewczynę? Taką, której błyszczą oczy? Która lekko unosi się nad ziemią, gdy się porusza? Której uśmiech irytująco nie znika z twarzy?
On dla niej pisał scenariusz. Układał go tak, że miało być cudownie. Pokazywał jej nieznane a ona czuła, że żyje. To miał być jej czas.

Zakochane dziewczyny są zbyt naiwne. Ale plus jest taki, że niektóre są na tyle bystre, by uczyć się na błędach.

Ta Dziewczyna. Zanim pojawił się On. Była inna. 

niedziela, 18 września 2016

Zmokłam wczoraj. Raz w życiu byłam tak mokra jak wczoraj. Wczoraj było ciepło i padał deszcz.
Szłam w ciszy i prosiłam (nie wiem kogo), aby ten deszcz zmył ze mnie wszystko, wypłukał, zabrał.
Chciałam oczyszczenia.

Jesteś dorosły. Jesteśmy dorośli. Należy brać odpowiedzialność za swoje zachowanie, słowa, gesty. Pomyśleć nie dwa razy, a dwieście, zanim się coś napisze, powie, zaproponuje. Nie można zawracać w połowie drogi, zostawiając współtowarzysza samego. Powinny być jakieś sądy, organizacje, prawo, normy społeczne - coś, co to reguluje, wyciąga konsekwencje, pociąga do odpowiedzialności. Wiesz, bo to nie chodzi o to, że sobie poszedłeś. Po prostu nie "Nie po­kazuj­cie mi ra­ju,żeby po­tem go spalić" (Harlan Coben).
Ty wiesz co mam na myśli.


Nie da się tego nazwać. To pozostaje NIENAZWANE. Nawet to mi zabrałeś. Dziś wszystko jest Tobą.Jak ja tego nie znoszę.
Szukam zajęcia. Uciekam. Ewakuuję się. Mnie nie ma.
Jest ta fizyczność, świat CZĄSTECZKOWY, gdzie budzisz się rano, robisz swoje, witasz przyjaciół, UDAJESZ ŻYCIE. A gdzieś głęboko wiesz, że to dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy.
Więc odpuszczasz sobie wszystko. Bo nie ma już wiary i nadziei.
Deszcz nic mi nie zrobił. Ale Ty mnie wypłukałeś, ze wszystkiego.

Posłuchaj.