Było w tym coś mocno przekonywującego, jakby tym razem, nie ważne co się jeszcze wydarzy, naprawdę wszystko miało być dobrze. "Nie tym razem" - pomyślała i trzymała jego dłoń w swojej, czując to uparte ciepło pochodzące od drugiej osoby. Drugiej osoby a właściwie to pierwszej, bo częściej myślała o nim niż o sobie. Zamiast wejść do domu, usiedli na schodach przed blokiem. Wszędzie dookoła słychać było albo śmiech albo krzyk dzieci. Akurat na tym osiedlu proporcje mieszkańców mogłyby sugerować, że to właśnie dzieci w większości zaludniają planetę. Ale nie zastanawiali się teraz nad demografią, na pewno nie.
- Mała, musimy porozmawiać - jego poważny ton przerwał jej rozmyślania na temat wyższości jego osoby nad własną.
- Jak ktoś mówi "musimy porozmawiać", to mam wrażenie jakby moja mama właśnie wróciła z wywiadówki, a wierz mi, nigdy nie miałam złych stopni, ale zawsze się bałam co powie - zaśmiała się nerwowo.
Odpowiedział jej uśmiech i cisza. Już nawet dziecięce krzyki gdzieś się zapodziały
- No mów o co chodzi, przecież cię nie zjem - ponaglała, podpierając to delikatnym żartem.
- Och, Mała. Cieszę się, że jesteś - spokojnie odpowiedział.
- Tylko to?
- A co, dla Ciebie to za mało? - uniósł jej dłoń i delikatnie ucałował jej wnętrze.
To nie było za mało, ale gdzieś tam czuła, że chciał powiedzieć coś więcej, nie była tylko pewna co.