poniedziałek, 28 listopada 2016

when the sun hits

when the sun hits *

Zasypiać. Najlepiej razem. Wyraz bezgranicznego zaufania, pewność, że nie stanie się żadna krzywda gdy opadną zmęczone powieki. Bezpieczeństwo. Bo nic się nie zmieni, gdy je podniesie, On nadal tam będzie. Spokój. 


Pociąg się spóźniał, więc czekał u siebie na wiadomość od niej. Nie do końca przekonany, czy się pojawi. Napisał: "wszystko dobrze i mogę być spokojny?" Tak, możesz. Niewiele spała tej nocy, jakieś dwie godziny i chwilę w pociągu. Dopiero stojąc na peronie, siedząc w pociągu poczuła się przerażona. Do tej pory niewiele myślała o tej chwili, inaczej pewnie zmieniłaby zdanie. Jedzie właśnie spotkać się z "obcym" facetem. Nawet nie chodzi o ilość danych zgromadzonych na jego temat, bo przecież go znała. Znała Go a on znał Ją i chyba to było takie przerażające. Lubiła tego chłopaka, lubiła go bardzo i jak każdej dziewczynie przychodziło jej do głowy, że go rozczaruje, że nie jest dostatecznie ładna, mądra, zabawna, zgrabna. Że jest zbyt złośliwa, rozgadana, głośna. Że jej "s" za bardzo świszczy i on to dostrzeże i ucieknie. Ona przecież kiedyś uciekła przez stopy. 


Wykonała szybki telefon do przyjaciółki, ale nie do końca złagodził jej nerwy. Czekać musiała sama. Kiedyś trzeba zacząć żyć.


Przyszedł. I po prostu ją przytulił, dając całusa w policzek. Przecież się znali. I zaczął się potok słów z jej strony, tak bardzo chciała tymi słowami wszystko przykryć. Pierwszy wstyd, delikatne zmieszanie. Chciała być silna, niezależna, chciała go nie potrzebować. Mówiła i mówiła, a zaraz przypominała sobie, że powinna mówić mniej. I pauzowała. Ale cokolwiek wychodziło z jej ust, siedziało jej w głowie - on wiedział. 

Szedł obok, słuchał, uśmiechał się. Wiał wiatr, więc jej włosy fruwały na wszystkie strony. On nadal szedł obok, może tego nie dostrzegał. Może nie widział rozwianych włosów, ale wiedział jak jej nie łatwo tu być. Zatrzymał się na szarym chodniku. 

 - Maleńka, odetchnij. Cieszę się, że jesteś, wiesz?

Uśmiechnęła się, cóż innego przyszłoby po tych słowach. Ale to był jeden z tych uśmiechów, co rozświetlają wnętrze. Bo ludziom szczęśliwym błyszczą oczy i to widać. Wtedy nie chodzi o uniesione do góry kąciki ust, ale właśnie o oczy, które się śmieją.

 - Lubię gdy się uśmiechasz. Jestem tu i nie przejmuj się tak, jest dobrze. Chyba jesteś zmęczona? Mamy trochę czasu, to się prześpisz. I nie ma, że nie. 

I zasnęła w jego pościeli. Spała godzinę, może dwie. Pozwoliła sobie poczuć się bezpiecznie, pozbyć wstydu, odpocząć. On gdzieś obok pisał coś na komputerze. Czasem otwierała oczy, jeszcze śpiąc i gdyby wyciągnęła rękę mogłaby go dotknąć... On był szybszy. Był. 

(gdyby zapytać ją o jej marzenie, o rzecz, na którą trzeba zasłużyć, zdobyć, dotrzeć do niej, odpowiedziałaby: chciałabym się gdzieś kiedyś poczuć bezpiecznie. Jak ten Gucio co w osobie żony znalazł wiernego alianta, że się chociaż raz przejmować nie musi, że mając ją - nie zginie. Ona podobnie jak ten Gucio właśnie, chciała tak bardzo gdzieś - "Żeby się w życiu raz na zawsze poczuć bezpiecznie, żeby się znaleźć w punkcie, który już nie wymaga podjęcia żadnego ryzyka, żeby sobie znaleźć schron przed światem, a zwłaszcza przed sobą samym."**)


* Kiedy już otworzyła oczy - on nadal tam był, położył się obok, podał jej jedną słuchawkę przyczepioną do telefonu i przez chwilę oboje byli muzyką. 


** Gnój, Kuczok



niedziela, 27 listopada 2016

never have enough

Żadne fotografie, choć bywają pomoce... Żadne słowa, choć bywają całkiem dobrze dopasowane... Ani zapach, ani daty w kalendarzu, nic. Nic nie odda tych chwil, momentów - kluczy.

Jak mam napisać, że ten mały chłopiec z uśmiechem na ustach wykrzykuje "Pepi, Pepi", że zasypia obok tak ufnie, że jak nie rozumiem - to pokazuje jak dmuchać na obite czółko, że jest... 


Szkoda, że nie widzicie jak się uśmiecha - ja oglądam go cały czas, cały czas mam go w sobie, gdziekolwiek idę - zabieram go ze sobą, gdziekolwiek jestem - on jest ze mną.

Wy jesteście ze mną.

Czasem potrzeba czasu, czasem chwili na łzy, może dystansu. Czasem potrzeba butelki wina, czasem wystarczy spotkać przyjaciół. Albo trzeba wszystkiego. Bo nie ważne co będzie dalej, ważne jest to, co w nas. Dziękuję. 


never have enough

niedziela, 13 listopada 2016

w październiku, a już listopad


Spokój przychodzi z czasem. Pijąc ciepłą herbatę z mlekiem (szaleństwo, nie? jak to może dobrze smakować - ale smakuje) delikatnie się uśmiecha. Kilka godzin wędrówki po miasteczku, które zbudowano - mogłaby przysiąc - z samego kamienia, działa oczyszczająco. To był ciepły dzień, ze słońcem świecącym po oczach - więc wzięła okulary. Ze świeżym powietrzem po deszczowej nocy. To już połowa listopada. A wydaje się to niemożliwe. Czas mija. Czasem jeszcze chwyta za telefon, zdziwiona, że nie ma żadnej wiadomości. Może to lepiej, ale do głowy nie przychodzi jej, jak można się zbliżać do ludzi, zaprzyjaźniać, otwierać, UFAĆ, a potem to wszystko okazuje się niczym. Pojawia się w głowie cała masa myśli, jeszcze więcej uczuć. Czasem łatwo jest wziąć kogoś za kogoś innego, po prostu. Uczymy się przez całe życie. 



"W październiku było znowu jak dawniej. Tylko Jego nie było. To znaczy był, tylko nie mógł przyjść. Tak sobie to ustaliłam. Ustaliłam sobie, że po prostu On nie może być ze mną. Ale w ogóle jest. Zdarza się, że zapominam o tym i czasami go wypatruję."
Janusz L. Wiśniewski, "Samotność w sieci"

sobota, 12 listopada 2016

when words fail, music speaks.

Low Budget Slow Motion Soundtrack Song for the Leaving Scene


Skondensowane słowa, jakby wyrwane wprost ze mnie. Uwielbiam to uczucie, pozostających we mnie drobinek. Jeśli ktoś nie wierzy w magię to naprawdę, po prostu nigdy nie miał słuchawek w uszach, nie leżał na świeżej trawie, nie patrzył w niebo, nie czuł.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Ona spaceruje.


     Spacerując po parku, obserwując spadające z drzew pożółkłe liście nie sposób myśleć o czymś innym niż koniec. Nawet przyroda czuje się zmęczona. Ona też czuła się zmęczona. Chociaż widok, który miała przed sobą wypełniał ją nieopisanym wzruszeniem: promienie słońca przedzierające się przez gałęzie, szum wiatru połączony z opadaniem szeleszczących liści, wściekła jeszcze zieleń trawy, która zaraz również zacznie szarzeć, rześkie, mroźne powietrze - niewypowiedziane piękno przyrody. Tak piękne, że aż bolesne. Trudno to wyjaśnić. Chociaż to tylko park, tylko spadające liście. 
      Stała patrząc i czując przemijanie. 


środa, 2 listopada 2016

Ona, 3.

     Te stopy to żadna wielka afera. Po prostu gdzieś czepiła się myśli, że w świecie przy monitorze wykreować można wszystko, a najmniej prawdę. Że bezpieczniej to jednak przy jednym stoliku usiąść , porozmawiać, że takie spotkania to się dzieją, a inne niekoniecznie.
- Masz rację – napisała.
- Mówiłem ci Maleńka, że zawsze ją mam (: Ty nic się nie martw, zaufaj mi.
  Napijesz się ze mną herbaty?
I gdzieś tam w swojej kuchni, której nigdy nie widziała, zaparzył herbatę z cytryną i odrobiną miodu dla siebie. Jej ulubioną. Chwyciła swój kubek i czas płynął dalej, ich czas.

    Umówili się na ósmą rano w sobotę. Nigdy nie lubiła rano wstawać, rano śpi się najprzyjemniej. Budzik dzwonił, otworzyła oczy, ale po prostu... chciała tylko spać. To tylko internet. Z kubkiem kawy pojawiła się dwie godziny później.
- Czekałem na ciebie. Byliśmy umówieni. Czy gdybym czekał na ciebie w kawiarni za rogiem też byś nie przyszła? Mogłem iść pobiegać, mogłem spać – jak Ty, mogłem wiele innych rzeczy, ale wybrałem ciebie. W sobotni poranek wybrałem ciebie, a ty nadal tego nie rozumiesz...
- Nie wiem czy jest sens, żebym się tutaj pojawiał, skoro dla ciebie to 'tylko internet'. Mam swoje sprawy do załatwienia, wszystko odkładam na potem, by mieć czas tu z tobą posiedzieć. Może będę dostępny wieczorem, nie wiem. 
- Czemu ty tego nie widzisz?

     Strach nie pozwalał otworzyć jej oczu. Przypadkiem mogłoby się okazać, że skrupulatnie budowana skorupa ma jakieś słabsze punty. Strach, który tak pieczołowicie pielęgnowała w sobie. Początkowo - on to było tylko towarzystwo na deszczowe i wietrzne wieczory w obcym miejscu. Ale naprawdę miał rację, bo te 2 tysiące kilometrów nie oznaczały, że tych wieczorów nie spędzają razem. Co noc kładł ją spać, przeganiał złe sny, czuwał, gdy nie mogła zasnąć. Był. 
      Łatwo się przywiązać, gdy ktoś jest. 

***


wtorek, 1 listopada 2016

Ona, 2.


      - Przecież ty mi się zdarzyłaś, dlaczego ty ten świat odbierasz inaczej? - wystukał na klawiaturze w odległym miejscu, odległym jej. - Czasem cię nie rozumiem. Spędzasz ze mną każdy wieczór, a mówisz, że to się nie dzieje. To jest prawdziwe spotkanie, chcę żebyś traktowała mnie jak prawdziwą osobę, nawet jeśli dzielą nas kilometry, jestem obok, czuję cię.      
      Czasem nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Kiedy rozmowa odbywa się w cztery oczy, ramię przy ramieniu zawsze można jakoś tak płynnie przemilczeć temat, zainteresować się widokiem za oknem albo piosenką, która akurat leci w radio. Co innego, gdy okienko wiadomości pozostaje puste, należy je jakoś wypełnić, uzupełnić. Jednak zastanawiając się na jego słowami po razy kolejny zmuszona była przyznać mu rację. Spędzają razem każdy wieczór. Właściwie, cały dzień jest wieczorem, na który czeka się z niecierpliwością. Wieczory, noce, pierwsze godziny nad ranem – ich czas. Spotkali się. Oni się spotkali.               
    Na sytuację takie jak ta miała przygotowane mnóstwo argumentów. Znajomości zapoczątkowane przez internet zbudzały w niej niechęć. Wierzyła w niemożliwe, jakby inaczej (ale taka już była). Znała pary, które w ten sposób zapoczątkowały wielką miłość, ale dla niej zawsze to było zbyt czasochłonne. Ze śmiechem opowiadała historię chłopaka, którego poznała lata tamu, gdzieś u koleżanki. Przegadali razem całą noc, motyle w brzuchu, iskierki w oczach. Następnego dnia rodzice zabrali ją na wakacje. Pisała, dzwonił, wszystko było idealnie. Aż do momentu powtórnego spotkania, kiedy to okazało się, że wybranek stawia stopy tak do wewnątrz. I kiedy idą razem to ona widzi tylko te stopy, stawiane do wewnątrz, trochę jak u kaczki. Nigdy nie była małostkowa, nawet nie zastanawiała się nad żadnymi stopami, a tu jednak okazało się, że to dość istotna kwestia. Dla bezpieczeństwa postanowiła, że już zawsze będzie sprawdzać sposób stawiania stóp. I wszystko inne czego ubrać się nie da w przemyślanie dobrane wyrazy: zapach, ton głosu (niemodyfikowany elektronicznie), sposób trzymania kubka z kawą, miękkość skóry. Nie wszystko widać na zdjęciach, nie wszystko można powiedzieć. Dlatego odkąd stopy zakończyły wielką miłość postanowiła, że te drobne niuanse dla pewności zawsze zweryfikuje na początku znajomości. Oszczędzając czas i może przy okazji czyjeś serce.     


          I nie sprawdziła jak stawia stopy. 

***
(muzyka jest całością)
long days