Szłam w ciszy i prosiłam (nie wiem kogo), aby ten deszcz zmył ze mnie wszystko, wypłukał, zabrał.
Chciałam oczyszczenia.
Jesteś dorosły. Jesteśmy dorośli. Należy brać odpowiedzialność za swoje zachowanie, słowa, gesty. Pomyśleć nie dwa razy, a dwieście, zanim się coś napisze, powie, zaproponuje. Nie można zawracać w połowie drogi, zostawiając współtowarzysza samego. Powinny być jakieś sądy, organizacje, prawo, normy społeczne - coś, co to reguluje, wyciąga konsekwencje, pociąga do odpowiedzialności. Wiesz, bo to nie chodzi o to, że sobie poszedłeś. Po prostu nie "Nie pokazujcie mi raju,żeby potem go spalić" (Harlan Coben).
Ty wiesz co mam na myśli.
Nie da się tego nazwać. To pozostaje NIENAZWANE. Nawet to mi zabrałeś. Dziś wszystko jest Tobą.Jak ja tego nie znoszę.
Szukam zajęcia. Uciekam. Ewakuuję się. Mnie nie ma.
Jest ta fizyczność, świat CZĄSTECZKOWY, gdzie budzisz się rano, robisz swoje, witasz przyjaciół, UDAJESZ ŻYCIE. A gdzieś głęboko wiesz, że to dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy.
Więc odpuszczasz sobie wszystko. Bo nie ma już wiary i nadziei.
Deszcz nic mi nie zrobił. Ale Ty mnie wypłukałeś, ze wszystkiego.
Posłuchaj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz