czwartek, 15 grudnia 2016

Było w tym coś mocno przekonywującego, jakby tym razem, nie ważne co się jeszcze wydarzy, naprawdę wszystko miało być dobrze. "Nie tym razem" - pomyślała i trzymała jego dłoń w swojej, czując to uparte ciepło pochodzące od drugiej osoby. Drugiej osoby a właściwie to pierwszej, bo częściej myślała o nim niż o sobie. Zamiast wejść do domu, usiedli na schodach przed blokiem. Wszędzie dookoła słychać było albo śmiech albo krzyk dzieci. Akurat na tym osiedlu proporcje mieszkańców mogłyby sugerować, że to właśnie dzieci w większości zaludniają planetę. Ale nie zastanawiali się teraz nad demografią, na pewno nie.
 - Mała, musimy porozmawiać - jego poważny ton przerwał jej rozmyślania na temat wyższości jego osoby nad własną. 
 - Jak ktoś mówi "musimy porozmawiać", to mam wrażenie jakby moja mama właśnie wróciła z wywiadówki, a wierz mi, nigdy nie miałam złych stopni, ale zawsze się bałam co powie - zaśmiała się nerwowo. 
 Odpowiedział jej uśmiech i cisza. Już nawet dziecięce krzyki gdzieś się zapodziały
 - No mów o co chodzi, przecież cię nie zjem - ponaglała, podpierając to delikatnym żartem. 
 - Och, Mała. Cieszę się, że jesteś - spokojnie odpowiedział.
 - Tylko to?
 - A co, dla Ciebie to za mało? - uniósł jej dłoń i delikatnie ucałował jej wnętrze. 
  To nie było za mało, ale gdzieś tam czuła, że chciał powiedzieć coś więcej, nie była tylko pewna co. 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

To zabawne jak dobrze się pisze, kiedy wewnątrz coś nie gra albo chociaż szumi. Jak jest zbyt smutno albo chociaż wzruszająco. Ewentualnie złość pomaga. Może trzeba przywlec sobie wielką miłość aby napisać coś WIELKIEGO. Albo po prostu nie potrafi się jednak pisać i może te fragmenty to tylko jakieś przebłyski większej świadomości. Ciekawe czy wystarczy wyobraźnia czy jednak lepszy jest bagaż doświadczeń. Przydałby się cały pakiet, ale coraz trudniej ostatnio zebrać wszystko, nawet składniki na zupę nie tak łatwo tu dostać. Na tą pomidorową co ma być jednak najlepsza. Bo ma być najlepsza, to na pewno.

Wiecie, znam dziewczynę. Może napiszę kiedyś o niej więcej, ile ma lat, jak ma na imię, gdzie pracuje. Jakby te informacje z metryczki mówiły cokolwiek o człowieku, ale nie wiedzieć czemu, to o nie dopytujemy w pierwszej kolejności. Następnym razem jak spotkam kogoś po raz pierwszy zapytam czy lubi deszcz, tak po prostu o deszcz zapytam. Mieć to będzie większe znaczenie niż data urodzenia. A właśnie! Ta dziewczyna, Ona też lubiła deszcz i było w tym coś znamiennego. Po prostu lubiła deszcz, bo stojąc i moknąc czuła się wolna. Wybierała to na przekór większości i zdziwionym spojrzeniom. Stała, mokła i była inna niż ci obok. Szła i uśmiechała się idąc. Może uciekała od pokazywania emocji, przyznawania się do słabości ale nigdy nie uciekała od deszczu.

Miała na sobie czerwoną sukienkę i czarne buty na niewielkim obcasie. Wracała do domu, to był ciepły wieczór po jeszcze cieplejszym dniu. Zapach słońca unosił się w powietrzu a na jej policzkach zauważyć można było delikatne rumieńce. Nie wracała sama. To dość rzadkie, ponieważ samej występowało u Niej zdecydowanie częściej niż razem. Często kiedy dwie osoby kroczą obok siebie ich stopy poruszają się równolegle. Teraz nie tylko stopy tworzyły harmonijny duet, ale również ich dłonie ciasno splątane, ich oczy spoglądające w te same miejsca, ich serca bijące jednym rytmem. On komentował otaczającą rzeczywistość: głośną i niezbyt atrakcyjną muzykę lokalnej knajpki, zaniedbane budynki po drugiej stronie ulicy, zabawne napisy na murach. Chociaż patrzyła tam, gdzie wskazywał trudno powiedzieć czy widziała coś więcej niż jego szaro-zielone oczy. Można by rzec, że przepadła bez reszty, choć tak dzielnie starała się nie dać tego po sobie poznać. Znała zasadę. Może sama ją wymyśliła, może wyczytała w "Cosmo" albo podsłuchała w damskiej toalecie, to bez znaczenia prawdę mówiąc. Zasad miała wiele, co nie było łatwe ani przyjemne, szczególnie kiedy nosiło się w sobie ogromną potrzebę swobody. Tym razem założyła sobie, że jeśli chodzi o związki przegrywa ten, kto kocha bardziej, dając przewagę tej drugiej stronie. A ona zaczynała kochać i przerażało ją to. To uczucie albo raczej ta potrzeba, by mieć go obok, ten niepokój wywołany przez jego choćby chwilową nieobecność, ten lęk trwający dotąd aż nie pojawił się, nie obudził, nie zadzwonił, nie napisał. Bała się być słaba, co w jej pokręconym świecie oznaczało po prostu kochać. Zwykła odchodzić od ludzi, zmieniać adres, krąg znajomych. Powtarzała sobie, że nie ma nic na zawsze tak jak i nigdy nie mów nigdy. Puściła jego dłoń, niby to przypadkiem, schylając się i przenosząc leniwie sunącego po ścieżce ślimaka. Odłożyła go na trawę jednocześnie uważnie go obserwując. Pomyślała o jego skorupce, twardej i bezpiecznej, jego domu, jego schronieniu. Pozazdrościła mu tego. Podniosła się powoli. Jeszcze raz spojrzała w te szaro - zielone oczy. Chwyciła jego dłoń i pomyślała: "nie tym razem".

niedziela, 11 grudnia 2016

na koniec pisze się listy, o.

Powinien być adresat i jest, choć nie odbierze swojego listu, a wielka to szkoda. Kilka słów, zupełnie szczerych, nie zaszkodziłoby nikomu. Nie zawsze słyszymy to, co chcemy, ale zwykle to, co słyszymy, pomaga (choć czasem nie natychmiast). 

A więc: 
Bycie tchórzem, nie czyni nikogo wyjątkowym. Kroczenie własną ścieżką jest dobre, o ile nie depta się innych po drodze, i nie myślę tu wyłącznie o ślimakach. Pewnie, fajnie być dobrym, ale zza monitora to żaden wyczyn. Prawdziwe życie jest po drugiej stronie. A życie to wiatr, to słońce, to deszcz, to inni ludzie, prawdziwi, z krwi i kości. Bycie szczerym nie jest łatwe, ale jest słuszne. A o uczuciach się rozmawia. I nie rzuca się słów na wiatr, bo słowa są cenne, piękne, mogą zmieniać świat, mogą zmieniać życie, mogą dawać radość, nadzieję, nieść spokój, więc jeśli tak ładnie operujesz literkami to zastanów się nad ich sensem zanim klikniesz enter albo nabierzesz powietrza, nie ważne. Zastanów się po prostu. Jeśli wpuszczasz kogoś do siebie, to zawsze, ale to zawsze tworzy się jakiś ciąg wydarzeń, jakaś reakcja i możesz napisać "ups, nie chciałem", ale to pozostaje bez znaczenia. Nie jesteś dzieckiem. Jesteś całkiem mądrą osobą, więc co gorsze, ty WIEDZIAŁEŚ. Może dostałeś cegłą w głowę - to bym zrozumiała, ale wiesz co? Nie rozumiem!!! Pytałam Cię, pytałam Cię o to wszystko! I żadne "jestem Ci przyjazny" nie pomaga. Jesteś kłamcą - tak, nazywajmy rzeczy po imieniu. Jesteś mi przyjazny, bo chcesz uspokoić swoje sumienie, nie moje. Nie byłeś błogosławieństwem, byłeś lekcją, wolałabym ją przewagarować, ale było za późno na wyjście z sali, ale teraz przynajmniej ODROBIŁAM PRACĘ DOMOWĄ. Och, odrobiłam. Napisałabym Ci, że karma powraca albo żebyś spieprzał, ale wiesz co? Ja w przeciwieństwie do Ciebie, niczego nie udawałam. Więc nie. Nie będę jak Ty. Będę mną. Wszystkiego dobrego. Udanych wakacji. Wesołych świąt. Bądź szczęśliwy. Uważaj na pasach. Cześć.



tom odell, magnetisted

oceans apart

oceans apart, secret nation


Łatwo jest wierzyć, że świat jest taki, jakim się go widzi. Można wtedy np. nie oglądać wiadomości i nie słuchać o kolejnym konflikcie gdzieś tam daleko albo coraz bliżej. Jakby go nie było. Można zakładać, że to, co wysyłamy innym zawsze powraca. A ludzie są po prostu dobrzy. Jak zupa pomidorowa. Moja polonistka zawsze krzyczała zza biurka : "dobra to jest zupa pomidorowa! Was stać na coś więcej". Zawsze się uśmiecham, gdy słyszę, że coś jest dobre. I myślę o tej zupie i myślę, że czasem ta pomidorowa, to może być nawet najlepsza. Więc te 10 lat później, nie zgadzam się z Panią od polskiego, ale dziękuję za rzeczy, których mnie nauczyła.  I ja wiem, biorę na siebie winę, jak mnie ten świat rozczarowuje. Albo nawet nie on, a stąpający po nim ludzie. Poboli, poboli i przestanie. Pewnie, kto by nie chciał żeby było łatwo, miło i przyjemnie. Zakładam, że zdecydowana większość. Ale może właśnie dlatego, dlatego, że nie zawsze jest łatwo, miło i przyjemnie... będzie warto?