Padał deszcz. Pachniało mokrą trawą i świeżością. Siedziała na ławce nie mogąc się zdecydować, czy w ogóle wracać do miejsca, które teraz, chwilowo, nazywa domem. Dom. Jedno z pierwszych słów, które dzieci poznają w szkole. "Ala ma kota", "To jest dom." A obok rysunek: dom, mały budynek, okno, drzwi, czerwona dachówka (to nie jest odpowiednia i prawidłowa ilustracja domu. Ale ta właściwa, no cóż, bywa nieuchwytna, nie wszystkim znana i jest zdecydowanie droższa niż dom z cegły). A ona siedziała delektując się ciepłymi kroplami na swojej skórze, dziś nie specjalnie zastanawiając się nad tym, gdzie ten jej dom się znajduje, albo czy w ogóle.
Deszcz, to jedna z jej małych przyjemności. Małe rzeczy, małe radości. Szkoda, że nie możecie spojrzeć w jej oczy, kiedy ktoś jej mówi: weź parasol, bo zmokniesz. W świecie pozorów i życia on - line pewne zachowania uznawane są za śmieszne. O, jak to gdy biega boso po piasku na placu zabaw, czy trawie, albo gdy na śniegu tworzy swoje orzełki. Małe rzeczy, małe radości. "Wracaj do domu, bo się przeziębisz", "zmokniesz!". A ona chciała być mokra, chciała czuć to całą sobą, wszystkimi zmysłami, chciała być deszczem. Bo jeśli robić coś, to tylko dobrze, angażując się bez reszty, ufając - bo przecież to jest dobre, a dobro nie może nas zranić - inaczej nie chciała, nie umiała (biedna dziewczyna). Więc była wtedy deszczem, z przymkniętymi powiekami, ubraniem przyklejonym do skóry, delikatnym uśmiechem na ustach - czasem to wystarcza, by czuć szczęście (tak, małe rzeczy).
- Spędziłam dziś kilka godzin siedząc w deszczu, jestem cała mokra - powiedziała do słuchawki telefonu.
- Gdybym tylko mógł... Przesuwam dłonią po twoich mokrych włosach, zamykam oczy i oddycham deszczem, oddycham tobą. Ale nie martw się Maleńka, posiedzę tak kiedyś z tobą, na ławce w deszczu.
Zamknij oczy i posłuchaj. Dziś jesteś deszczem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz