środa, 5 października 2016

proszę.

please, take this heart away


Mała dziewczynka tupie nogami. Głośno krzyczy. Z nadmiaru złości rozrzuca sałatę na podłodze. Krzyczy jeszcze głośniej, kiedy tata karze jej posprzątać. A najmocniej, kiedy okazuje się, że już tej sałaty nie zje, bo jest brudna i ma wylądować w koszu. A potem jeszcze jeden napad furii, kiedy ma przeprosić, za swoje zachowanie. Takie jej przepraszanie, ledwo wyszeptane, no tak trwa gdzieś z godzinę. Zanim padną słowa. Nie chcą jej przejść przez gardło.
Znałam też takie przypadki, gdzie "przepraszam" wygłaszano jeszcze w trakcie okładania kolegi łopatką. Jakby "przepraszam" załatwiło wszystko. Jakby ból zadany drugiej osobie znikał. Albo jakby możliwe było uniknięcie ewentualnych konsekwencji.
Przepraszam. Szczere, wypowiedziane z trudem, wyszeptane ze wstydem, wykrzyczane bez zastanowienia, nawet poparte odpowiednim zachowaniem - czy zmienia cokolwiek?
To jedynie taka furtka dla tego, kto je wypowiada. Zwolnienie z odpowiedzialności: "hej, przeprosiłem, odczep się ode mnie". A przecież się STAŁO. Sałata rozrzucona, łopatka złamana, głowa boli. Jedno słowo tego nie zmieni. Może lżej się patrzy na kogoś, kto chociaż przeprosił, bo teoretycznie wie, że nie zachował się odpowiednio, ale co z tego. Skoro zranił.

Czasem, jak ktoś kogoś zrani, to pamięć o tym pozostaje na długo. Jak i to uczucie zranienia.
Tak, please take this heart away.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz