Albo nic nie jest w porządku, bo nie ma okna, poduszek, Ciebie, nawet herbaty nie ma...
Nic nie ma i odbieram to jako niesprawiedliwość losu. Ale nauczona doświadczeniem - akceptuję to, co jest.
Och, i gryzę się w język, bo przecież mam dach nad głową, drobne w kieszeni, bilet do przyjaciół kupiony, zdrowie i otwartą głowę. Ale chciałabym - cóż poradzę - siedzieć w ten jesienny wieczór przy tym wielkim oknie - nie sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz