niedziela, 29 stycznia 2017

albo zawsze albo nigdy

Odkąd pamiętam powtarzałam, że nie wierzę w "zawsze" i w "nigdy". To bardzo bezpieczne i rozsądne podejście. Logiczne. Proste. Jak "nigdy nie mów nigdy". No bo przecież można zmienić zdanie, to taka rozkoszna swoboda. I podobnie z zawsze. Jeszcze w latach szkolnych w moim zeszyciku (jak widać - zawsze jakiś miałam - pełen mądrych słów) miałam zapisany taki słodki utworek: "czy będziesz mnie kochał zawsze? i kiedy kończy się zawsze? i czy się w ogóle kończy? czy możesz dać mi gwarancję na to zawsze? (...)". No właśnie, czy można, czy się kończy albo chociaż czy się jakoś jednoznacznie zaczyna? Zawsze - to jakaś obietnica, oparta, a jakżeby inaczej, na zaufaniu. Dlatego unikałam jej jak mogłam. 

(W zwyczaju miałam uciekać, odcinać się więc wolałam nie nadużywać mocnych słów. Ale wiecie, spotkałam JE i tym razem sobie samej powiedziałam, że warto się zatrzymać. I na trwałe, na zawsze zapisałam to na skórze - to mój wyjątek od reguły. Więcej nie przewiduję).  

znowu ONA

     Obudziła się zawstydzona. Czuła się bezradna a jednocześnie było jej po prostu dobrze. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy to, czego się nauczyliśmy zostaje wystawione na próbę. Jej mama zawsze powtarzała: "trzymaj fason". Niby głupie dwa wyrazy ale do tej pory ich nienawidzi. Zawsze w wyprasowanej sukience, zawsze miła, pomocna, z dobrymi stopniami na świadectwie, bo co pomyślą ludzie. I teraz, mając lat dwadzieścia parę, tak bardzo nie chciała zastanawiać się, co powiedzą inni ale nie była pewna, czy potrafi. Ale próbowała, a to się chyba liczy. 
     Nie zawsze to co przekazują rodzice warte jest zapamiętania, a coraz częściej po prostu nie jest. Wychowała się w przeciętnym domu, niezbyt tradycyjnym, ale każdy miał wyznaczona rolę, jak w teatrze. Ale co wtedy, gdy jednego aktora zabraknie? Był taki dzień, gdy ta sama mama płakała na środku pokoju nie wiedząc, gdzie jest drabina i żarówki. Nigdy nie musiała wiedzieć. W kilka tygodniu po śmierci jej ojca okazało się, że przedstawienie nie jest tak dobre gdy kogoś brakuje i w sumie to trzeba uczyć się żyć na nowo. Ona też musiała. Nie było czasu na jej łzy, gdy tyle łez było wokoło. Ktoś musiał być bardziej dorosły, twardy. Padło na nią. I tak radziła sobie ze wszystkim - sama. Aż tu nagle pojawia się ktoś i mówi...

- O czym myślisz?
- O niczym.
- Przecież widzę, Mała. Co Ci siedzi w tej główce? - mówiąc to lekko się uśmiecha, ale uważnie ją obserwuje.
- No nic, przecież mówię. - a ona się zaczyna złościć.
- Posłuchaj, ja widzę że stawiasz wokół siebie mur, chcesz coś powiedzieć a gryziesz się w język, chowasz się w swojej skorupie, ale po prostu przestań. Zaufaj mi - skąd on to wszystko wie?!
- Ufam Ci. Wszystko jest w porządku.
- Skoro tak mówisz... Jestem tu dla Ciebie. Z Twojego powodu, pamiętaj o tym.

    Wtedy on przesunął się trochę bliżej i podał jej jedną słuchawkę. Leżeli obok siebie, nawet się nie dotykając, słuchając w ciszy tej samej piosenki, a on nucił pod nosem "sweet thing I watch you...it matters where you are"*. Opuściła powieki i wiedziała, że śpiewa do niej. Często mówił do niej muzyką, a ona starała niczego nie pominąć.

- Będziemy pamiętać te chwilę - powiedział i splótł ich palce razem.
Ona też to wiedziała. To były te momenty - fotografie, stop klatki, które odtwarza się w głowie potem sekuna po sekundzie. Może nie są spektakularne, ale są piękne, to wystarczy. Ona zawsze zapisywała je w sercu.



Można skoczyć na bungee albo ze spadochronem, można samotnie opłynąć żaglówką niezły kawałek naszej planety, albo i całą, jeśli się tylko chce. Bo jak to mówią: do odważnych świat należy! A można też chwycić mocno czyjąś dłoń w swoją i to również będzie aktem niezaprzeczalnej odwagi, bo przecież teraz, właśnie teraz, zawierzam drugiej osobie.  Że mnie nie skrzywdzi, że będzie obok, że pomoże, będzie kochać, myśleć, pamiętać. Jak i ja będę.

To dopiero jest odwaga. 


niedziela, 15 stycznia 2017

światełko do nieba

Wszystkie światełka do nieba już poleciały, choć WOŚP-owe szaleństwo potrawa jeszcze przez kilka dobrych dni, a dopiero po miesiącach poznamy ostateczne rezultaty, to tego nie ogarniam, tak po prostu. Nie ogarniam tej ludzkiej niechęci i zawiści skierowanej jak co roku, przeciwko osobie Jurka Owsiaka i tego, co robi. Owszem, utrzymuje się z działalności fundacji, on, jego żona, samochód, dom, a niech go, może nawet i ich pies. I słusznie. To jest jego praca. To nie tak, że facet wychodzi sobie 15 stycznia na ulicę i zbiera pieniądze do puszki. A przez resztę roku pracuje gdzieś w biurze. Od dłuższego już czasu to dobrze zorganizowane święto (tak, tak właśnie napisałam!), uświetnione obecnością mediów, osób znanych i mniej znanych. To wiele przygotowań, aby było bezpiecznie, aby wolontariusze mieli gdzie wpaść na ciepłą herbatę, aby ludzie dobrze się bawili, chcieli wyjść z domu, wrzucić symboliczną złotówkę do puszki. Nawet aukcje na allegro. Przecież to nie robi się samo. Zachwyca mnie ogrom rzeczy, które należy przygotować, aby ten jeden dzień, był wyjątkowy a tak naprawdę aby celebrować życie, bo to o nie walczy Jurek. Walczy o życie. I co więcej, nie w swoim, ale w naszym imieniu. Ach, no i jeszcze ten paskudny przystanek Woodstock! Czy wiedzieliście, że Jurka wyróżniono za jego organizację jako najlepszego promotora koncertowego i to w Los Angeles?! A tam tylko seks, alkohol i narkotyki, byłam to widziałam ;) Do tej pory przechowuję w pudełku z pamiątkami pomarańczową opaskę z napisem "nie biorę, jestem ok". To nic, że o bezpiecznym seksie też tam można posłuchać i odebrać zestaw prezerwatyw (tych nie zatrzymałam na pamiątkę ;) ), że różnorodna muzyka, że wspaniali goście Akademii Sztuk Przepięknych, to nic, bo LUDZIE ZAWSZE WIEDZĄ LEPIEJ. A to tylko miejsce z muzyką, gdzie człowiek czuje się wolny. Nie jestem ekspertem, nie znam całej działalności fundacji, ani nie rozliczam podatków Jurka Owsiaka i nie mam na to ochoty. Prawdą jest, że sprzęt oznaczony logo orkiestry jest w każdym szpitalu. Każde dziecko urodzone w Polsce poddane jest przesiewowemu badaniu słuchu, banał, większość dzieci ma go w porządku. Ale przecież jest to jedno dziecko, dwoje czy siedmioro, którym to daje szansę na prawidłową diagnozę już w pierwszych dniach życia. A kto zapewnił sprzęt? Tak, WOŚP. Przeczytałam ostatnio zabawne zdanie, że to nie Jurek Owsiak ten sprzęt zapewnia, tylko pieniądze polaków. Prawda, ale jedna samotna złotówka nic nie znaczy, on je jednoczy, nas jednoczy i nadaje cel. Ratując życie. Nie życzę nikomu, kto wyśpiewuje te bzdury, żeby się przekonał na własnej skórze jak te małe, czerwone serduszka wyglądają wewnątrz szpitalnych sal. I ratują życie. 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

niech nie zmyli cię tytuł

kundel bury, Daria Zawialow

Był taki dzień kiedy miałam dość tego jak wiele mi zabrał On. I go pożegnałam. To nie tak, że spakowałam mu walizki i wystawiłam za drzwi, to zrobiłam na początku. Ja te drzwi zamknęłam. Dopiero je zamknęłam. Od tamtej chwili też do mnie powraca, ale mu na to nie pozwalam. Nie wpuszczam. I to jest moja decyzja. W moim przypadku wymyśliłam Go sobie. Wiesz jak wiele rzeczy mnie w tym zawstydza? To, że byłam naiwna. Że tak bardzo chciałam być kochana. Że pomyślałam, że mogę Go potrzebować. Że znów mi się nie udało. Jakbym miała jakiś defekt. A potem sobie myślę, że z defektem też da się żyć. Że jakoś inaczej znajdę swoje miejsce i szczęście. Czy jest łatwo? Jest cholernie trudno. Ale ostatnie, co mogłabym i chciałabym zrobić to się poddać.

Wybieram. Zacząć żyć.
Nie wiem do końca jak, ale zacząć żyć.

A w innych momentach myślę, że moje pokruszone serce jest dowodem na to, że nadal je mam. I czuję się dumna. Tak po prostu.

środa, 4 stycznia 2017

things i do

things I do, North.

Otwieram szeroko oczy i widzę zupełnie inny świat, niż ten, który tam zostawiłam chwilę temu. Spoglądam na dziewczynę w lustrze i zastanawiam się, czy w ogóle ją znam, co o niej wiem, albo czy wiem cokolwiek.
Ścięłam włosy, mam kolorowe paznokcie i częściej noszę spodnie niż sukienki (what the fuck!), a do szafy wkładam rzeczy, na które wcześniej nie zwróciłabym uwagi. Ale to nie jest wystarczające, to stale za mało. Próbuję zmienić opakowanie mając po cichu nadzieję, że i zawartość ulegnie znacznej poprawie, ale to chyba tak nie działa.  Nie chcę być inna, chcę tylko przestać być głupia. Chcę częściej znajdować drogę niż się gubić. Chcę sobie poradzić, na tyle, by nie potrzebować kogoś, kto mi powie "jak żyć". Sama chcę to odkryć, ale nie wiem gdzie jeszcze szukać. Chcę dorosnąć. Ale biegać boso po piasku z tym małym chłopcem, bo życie takie jest, tak właśnie jest piękne. Tak jest najpiękniejsze. 

Mamy Nowy Rok. Nie ma w nim miejsca na stare błędy. Na strach, na hamowanie, na podawanie siebie na tacy innym.

Doszłam do tego momentu, że mogę nazywać ostatni rok PO IMIENIU. I wszystkie inne lata. To fajnie, bo to znaczy, że ruszam się z miejsca, ale nadal nie wiem dokąd. 

Jest tyle dobra obok mnie. Mam delikatne poczucie, że jestem jego częścią. Jest w tym tyle radości i piękna. A ja tkwię , tkwię nie wiem gdzie i po co. Nie chcę tak.